pan--lala dziś ostatni już razPan--lala nigdy nic nikomu nie kazał. Tak się złożyło, że to jemu kazano pląsać, kichać, śpiewać, przebierać się w różne uniformy, przedmioty, malować się. Malować... Jak na dzisiejsze czasy przystało, pan--lala był tymczasowy. Był wydrukiem samego siebie, lub mariażem konika na biegunach z myszowatą bibliotekarką, który zdarzył się kiedyś pod kioskiem z papierosami gdzieś w centralnej polsce. Pan--lala istniał tylko po to, aby wpaść, wejść, zdjąć spodnie, zapalić papierosa, ponownie włożyć spodnie i wyjść w takich samych lub innych okolicznościach. Po nic innego. Wcale nie dla tych, którzy wtedy chcieli, mogli, byli tego świadomi albo trwali równolegle. Nieważne były jego recenzje w książkach i rocznikach okazyjnych. Nieistotne hiperłącza i ich ukryte pod kliknięciem podteksty. Sama istota okazała się chwiejna charatkerem najlepszych na świecie huśtawek. Jak się teraz okazało - produkcji takowych też już zaprzestano dosyć dawno. Pan--lala sam zeskoczył z ostatniej półki, na którą od tak dawna chciał popatrzeć gdzieś z pozycji zwykłego przechodnia domów towarowych. Kiedy już patrzył na półkę, ktoś podszedł do niego z boku i poklepał po ramieniu. Razem z panem--lalą spojrzeli sobie w oczy, a to mogło oznaczać tylko tyle. Po czym odeszli gdzieś w inną stronę. 2005-09-03 18:24:42 skomentuj (2) . . . : : : arbeit mach frei mr.--lala : : : . . . Leżąc skulonym w pozycji bardzo introwertycznego embrionu, pan--lala nic nie chciał. Tzn. może kiedyś coś chciał, ale tak właściwie to musiał już o tym zapomnieć aby mógł wytrzymać. Co gorsza nie mógł już wiedzieć co miał tak naprawdę wytrzymać i do kiedy miał to wytrzymywać. Dzięki długotrwałym treningom pan--lala ku swojej uciesze i zdumieniu zaczął bardziej niż kiedykolwiek przypominać prawdziwe warzywo. Podejrzewał nawet, że udało mu się prześcignąć ewolucję i stał się czymś więcej niż zwykłym warzywem. Dla pana--lali nic już nie było przeszkodą. Pan--lala dążył do osiągnięcia ostatecznego stopnia wtajemniczenia - postanowił stać się półpunktem a nawet punktem pustym w środku. Tymczasem pewnego dnia pan--lala poczuł powiew wiatru. Był to bardzo lekki wiatr, o trochę mokrym i ziemistym aromacie. Pan--lala przeraził się. Nie dosyć, że poczuł wiatr, to jeszcze potrafił poczuć jego zapach a co gorsza połączyć go z pewnymi wcześniejszymi doznaniami. Tego było już zbyt wiele - pan--lala uchylił lekko oczy i nastawił uszu. Światło było równie lekkie i miękkie jak ruch powietrza. Po czym pan--lala wstał i poczuł się frei. „Vad sa han då? Att han skulle kolla, haha.” „Det är nästan omöjligt att inte ha sex när man målat någon i flera timmar, säger hon.” „– Liker du bi-sex? undrar han och pekar menande på den lilla bänken med toppen av ölflaskan. – Nej, svarar jag. – Synn, for jeg liker dig.” 2005-07-28 20:35:02 skomentuj (0) . . . : : : kto jeszcze szuka pana--lali ? ? ? : : ; . . . Bardzo wielu ludzi poszukiwało pana--lali gdzieś w świecie po tym, jak słuch o nim zaginął. Część z nich zaczęła snuć bardzo rozmaite przypuszczenia na temat jego tajemniczego zniknięcia. Niektórzy podejrzewali, że rozpłynął się wraz z kolejną filiżanką kawy rozpuszczalnej, wsiąkając gdzieś w eter między słowa, gesty a ich znaczenie. Jakaś część badanej grupy twierdziła, że najprawdopodobniej pogubił się gdzieś między wierszami a jeszcze inni stwierdzili, że to właśnie brak międzywierszy był główną przyczyną zguby pana--lali. Dało się też słyszeć nieśmiałe głosy o tym, że pan--lala odkładając coś-na-chwilę-gdzieś-na-półkę, zapomniał o tym i nie wziął kilka dni później, co doprowadziło do kompletnego zapomnienia, gdzie to właściwie zostawił i czy to zostawił, kiedy to zostawił, na ile a czy tak w ogóle to ktoś tego nie pożyczał albo nawet wypożyczał i czy da się znaleźć kwitek na zwrot z biblioteki bez kary. Banda pesymistycznych cyników chichotała złośliwie, że pewnie pan--lala znalazł przez przypadek granicę i równie "przez przypadek" ją przekroczył. Co więcej dodawali na końcu, że może własnie nie potrafił obliczyć tej jednej granicy, co doprowadziło go takiego stanu. Gdzieś pojawił się dokos, że pan--lala stracił świadomość. Ktoś próbował nawet rozpisać ankietę na temat "tajemniczego zniknięcia pana--lali" ale właściwie to nie potrafił jej dobrze skonstruować, trafić do respondentów i poprawnie zinterpretować jej wyników. Z oddali dał się słyszeć czyiś głos, że pan--lala padl ofiarą socjalizacji antycypującej, jednak tego już prawie nikt nie zrozumiał. A nawet ci, którzy to zrozumieli, nie mogli wiele w tej kwestii zdziałać. Na mieście mówiło się o tym, że pewnego dnia pan--lala zamienił się w kilka prostych cyferek, które miały być porównywane z innymi równie prostymi cyferkami w jakimś bliżej nieokreślonym celu. Pan--lala zobaczył szczęście. Pan--lala rzadko kiedy je widział, więc zrobiło na nim większe niż zazwyczaj wrażenie. Właściwie to już dawno przestał o nim myśleć, uznając za cel tak odległy i abstrakcyjny, za dobro tak rzadkie, że zaprzątanie sobie nim głowy, może go doprowadzić tylko do kompletnego rozklekotania zarówno na poziomi psychiki jak i fizyki. Jednak tutaj szczęście przybrało bardzo realny wymiar i stanęło przed panem--lalą jak słup soli. Pan--lala stwierdził od razu, że jest ono niewątpliwie piękne i prawie w zasięgu ręki. Trzeba było się tylko trochę postarać i zrobić krok w jego stronę. Wiedział, że musi mieć jeszcze przy tym trochę szczęścia. Wierzył w nie trochę naiwnie uznając, że jako ostatnio w ogóle go nie wykorzystywał, to może przynajmniej w takim momencie okaże się ono trochę bardziej przychylne niż zazwyczaj. I tak panu--lali pozostała tylko nadzieja. Pan--lala stanął na własnym stołku i spojrzał na wszystko z góry. Nagle uświadomił sobie, że widzi o wiele więcej i dokładniej niż zwykle. NIestety jedna rzecz stała się dosyć niejasna - czy to właściwie dobrze? 2005-07-12 16:56:24 skomentuj (1) ..::pan--lala na sesji zwłok::.. Milczący przez długi czas pan--lala zmagał się z rzeczywistością z różnymi skutkami. Ostatnie wydarzenie wybijające go niejako z sesyjnego nastroju miało wiele wspólnego ze zjazdem Wielkich Bab. Wielkie Baby to taka tajna organizacja kreatur, które podszywając się pod kobiety onanizują się dyskusjami o kobietach. Jednak prawdziwa kobieta jest przez Wielkie Baby spalana specjalnym laserem wzrokowym lub w najlepszym wypadku jest przez Wielkie Baby poniżana publicznie. Pan--lala aktywnie zaangażowany w zlot został zarówno poniżony jak też przyjemnie podłechtany w próżność, wzbudzając ogólną konsternację. Największe Babskie VIPy polubiły pana--lalę, podczas gdy te mniej Wielkie Baby ćwiczyły na nim swoje lasery. Tak czy inaczej podjadłwszy smakołyki kateringowe i odchorowawszy to następnego dnia w toalecie pan--lala powraca do sesjowania. Tegoroczna sesja zwłok pana--lali to przygotowanie do czegoś większego, większego nawet niż wspomniane Baby. Na fali Opolskich uniesień lala rozgałęzia swoje ręce i inne członki studiując wszystko i nic za razem. Tymczasem niektórzy dopiero poznają co to przwdziwa sesja zwłok rwąc włosy z głowy i piszcząc tak, że aż uszy trzeba zatykać. I żaden rower tu nie pomoże! Nie zapominajcie o tym i wiedzcie, że to dopiero początek wesołej zabawy zakrapianej potem, adrenaliną i splątanym językiem. 2005-06-13 10:32:35 skomentuj (1) ..:: wzięte sentymenty pana--lali ::.. Pan--lala przycupnął w kąciku otwartej przestrzenii i zaczął krzyczeć w nadziei na to, że echo wróci do niego i będzie mógł w końcu usłyszeć to, co krzyczy. Zgodnie z jego oczekiwaniami nic nie wróciło. Wyszedł więc i postanowił tu więcej nie wracać, skrzętnie zamykając za sobą drzwi. 2005-05-04 19:55:15 skomentuj (1) ..:: pan--lala w krainie brył ::.. Pan--lala przystanął i ku swojemu niewielkiemu zdziwieniu stwierdził, że się zmienił. Już od pewnego czasu czuł, że niteczki i sznureczki w jego wnętrzu drżą nie tak jak zwykle. Teraz, kiedy rzucił na nie okiem okazało się, że zastał tam całkiem nowy porządek. Niektóre z nich, od dłuższego czasu wisząc nienaprężone, nagle rozpięły się przez całą wysokość i szerokość pana--lali do tego stopnia, że nawet pan--lala nie wróżył im dobrze. Część niteczek poplątała się do tego stopnia, jaki można spotkać tylko w bajkach (przynajmniej panu--lali tak się dotychczas wydawało). Dla niektórych wyjściem wydaje się tylko ekstrakcja z wnętrza pana--lali... Zmiany biegły też w drugą stronę. Wiele dotychczas naprężonych i przyjemnie sprężystych niteczek uległo całkowitemu zwątleniu do tego stopnia, że zwisały teraz nieporadnie, przewieszone częściowo przez te wszystkie napięte i poplątane sznureczki i niteczki. Kiedy pan--lala podszedł do lustra, zuważył znaczące zmiany w swojej sylwetce. Okazało się, że ten wewnętrzny szkielet pana--lali, z pozoru niepozorny, potrafił utrzymać go w całkiem niezłej formie nawet bez bolesnych i bardzo męczących ćwiczeń. Tymczasem pan--lala ćwicząc od pewnego czasu bardziej intensywnie niż zwykle, z przerażeniem w oczach zdał sobie sprawę z tego, że jego forma nie polepszyła się a uległa znacznemu pogorszeniu. Pan--lala miał bezlitosne uczucie tego, że staje się bezkształtny a jeśli już jakiś kształt przyjmował, to nie był to jego ulubiony a nawet nie lubiany przez niego kształt. Najgorsze w tym wszystkim było to, że pan--lala nie wiedział i nie potrafił opisać tego rodzaju bryły jaką się stawał. A może po prostu nie chciał tego policzyć. 2005-04-21 12:46:52 skomentuj (0) ..:: kubek z placu ::.. ![]() 03.04.2005 2005-04-04 14:19:24 skomentuj (0) ..:: pan--lala w krainie Nowego Życia ::.. ![]() 2005-03-28 20:31:12 skomentuj (1) ..:: i chrupcie się wzajemnie ::.. ![]() 2005-03-19 18:38:15 skomentuj (0) ..::pan--lala wśród sprzedawaczy::.. Życie toczy się przeróżnymi ścieżkami. Czasem z górki, czasem podeż nią. Życie tworzy się, życie umiera – jak na magicznej karuzeli życia i śmierci. Zadowolony z siebie socjalista będzie próbował regulować życie, dzielić, równać, dystrybułować dobra, władzę, przywileje klasowe. I chwała socjaliście! Co bardziej spostrzegawczy lewicowiec zauważy ogrom zawiłości kierujących życiem i zamyśli się w zadumie nad siecią powiązań międzyludzkich i fenomenem życia. Podobnie jak socjalisty refleksja nad życiem, tak refleksja pana--lali nad najbliższą jego przyszłością stworzyła jeden wniosek: działać. Tak, domniemanie powinności okazało się jednoznaczne, gdy lala przeanalizował swoje położenie względem innych istot czujących i myślących. Zamiast wyjeżdżać na wieś i czytać Hegla, pan--lala wyruszył w nieznane zakamarki stolicy w poszukiwaniu prawdy o odwiecznym cyklu reprodukcyjnym ludzkości. Z pewnym niedowierzaniem obserwował radość wyższych sfer i uciechę underclassu, gdy spełniali te same, przyjemne obowiązki wobec swoich bliskich. Z pewną rezerwą odnosił się jednak do własnego położenia – wolał obserwować innych niż samemu zaakceptować się w takiej sytuacji. Jak wszyscy wiemy - to szata zdobi człowieka, a przynajmniej tak to wygląda na zdjęciach. Nie chcąc zatem psuć pamiątkowych zdjęć swoim bliskim pan--lala postanowił zaopatrzyć się w ozdobne szaty. Okazało się to relatywnie skomplikowanym przedsięwzięciem. Starając się działać profesjonalnie sporządził listę zakładów upiękniających powierzchowność, a że chodziło nie-o-byle-co to i na nie-byle-jakie-ceny przyszło mu patrzeć. Odwieczny konflikt wartości między własną integralnością a zewnętrznym nakazem, implikacją, obowiązkiem powodował w lali narastający dysonans. Uśmiechnięci sprzedawacze szat tańczyli wokół lali z ogromnymi lustrami, podawali nowe, coraz większe, coraz bardziej ozdobne i coraz droższe szaty, śpiewali pieśń – Ależ proszę przymierzyć jeszcze tę! To taki twarzowy fason. Ich sztuczne uśmiechy wolno odklejały się z twarzy i wirowały w tańcu ponad głową lali. A pan--lala przymierzał, ubierał, przebierał i coraz bardziej ginął w rybkach, bufach, fałdach i warstwach tkanin. Wtem sam szef sprzedawaczy, najważniejszy z najważniejszych przyniósł lali największą z największych szat, najwytworniejszą z najwytworniejszych i najdroższą z najdroższych. Pan--lala niczym kukiełka poddał się zabiegom Sprzedawacza. Momentalnie szata zesztywniała i jakby sama zaczęła się poruszać. Najpierw wolno, opierając się spanikowanemu lali, potem jakoś tak bardziej zdecydowanie i rytmicznie. Zanim pan--lala zrozumiał co się dzieje, po całym salonie sklepowym tańczył walca wiedeńskiego w owej super-szacie. Czuł jak jego kończyny stają się bezwładne. Patrzył jak jego ręce tracą wyraz, zupełnie jakby przyjmowały kolor szaty. A taniec nabierał energii, Strauss szalał dyrygując orkiestrze wiedeńskiej, a krzyk lali coraz bardziej stapiał się z muzyką. Finałową partię szata odtańczyła sama, a wchodząc z powrotem na manekin przybrała trochę bladawy odcień. Pan--lala zniknął... 2005-03-16 21:43:08 skomentuj (0) |
napisz coś panu--lali... 2005 wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń pana-lalę kochają w szale ci wszyscy święci match komercyjny dot kot teatralne bubki broid |